poniedziałek, 15 czerwca 2009

jak bezrobotny

     Nawet z mojego punktu widzenia, szaleństwem jest rezygnować z dobrej pracy tylko po to by zrealizować jakieś wakacyjne plany, ale tak właśnie uczyniłem. Jeszcze tylko do końca czerwca pracyję, jako mały trybik pewnej korporacji, a potem, potem będę miał szansę zrealizować swoje mażenia. W sumie nawet teraz, mimo że jeszcze chodzę do pracy, to czuję się już jak bezrobotny. Dziwne to uczucie, kombinacja strachu przed utratą pewnej stabilizacji i radości, że będę miał szanse realizować swoje plany. Wiem, że gdybym nie spróbował, to w przyszłości bardzo bym tego żałował, a mam takie przekonanie, że najbardziej bolą nie te rzeczy które nie wyszły, ale te na które nigdy się nie zdecydowaliśmy, bo zabrakło nam odwagi.

     Mile zaskoczyła mnie moja rodzina, podchodzęc do tego co zamierzam z wielką wyrozumiałością. Wiem że to też nie jest dla nich łatwe. Zawsze starali się, żeby wiodło mi się jak najlepiej, żebym miał zapewnioną bezpieczne, stabilne warunki życia. A ja mając to wszystko, świadomie rezygnuję z tego. Nie nastają na moją suwerenność w decyzjach. Mam wspaniałą rodzinę.

     Wakacje zapowiadają się bajecznie:
1. tydzień warsztatów, a po nich Przystanek Jezus;
2. ślub Żółwka;
3. wyprawa w dziką Europę na motorowerze.

     Już zacząłem przygotowania do podróży.